i-am-moneypennny

Cześć i czołem!

10/02/2016

Panna Moneypenny została blogerką! Witajcie! Jeśli ktoś by mi powiedział dziesięć lat temu… nie, co ja mówię, dziesięć dni temu, że będę poświęcać swój wolny czas na prowadzenie bloga…


… bardzo grzecznie, oczywiście, ale bym go wyśmiała. Lecz spójrzcie tylko, czym się teraz zajmuję: piszę w ten dziwaczny sposób, który zdaje się rządzić dzisiejszym światem.

O rany! Pomyśleć tylko, że przez wiele długich dekad wykonywałam rozmowy telefoniczne, organizowałam wszystko zza biurka i pisałam na maszynie jak szalona – to niewiarygodne, jak bardzo świat zmienił się od tamtych czasów. Lecz cóż, trzeba nadążać za rozwijającym się w szalonym tempie światem. Prawdę mówiąc, gdy tylko zagłębiłam się trochę w ten nowy świat, jego możliwości autentycznie mnie zafascynowały. Lecz wybaczcie proszę: odbiegam od tematu, a to bardzo nieprofesjonalne.

A więc powtórzę: Witam w moim blogu!


Gdziekolwiek on jest. Pewnie gdzieś w głębokich zakamarkach sieci internetowej – cokolwiek to oznacza. Czy to nie dziwne, że w dzisiejszych czasach geografia to niemal przeżytek? W internecie i tak nigdy nie wiesz, gdzie się znajdujesz. A muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona ze swojej geograficznej lokalizacji: Szwajcarii. Piękne góry, świeże powietrze – i czekolada, wprost przepyszna. Powiem szczerze: kiedy mój konsultant po raz pierwszy zasugerował, gdzie powinnam założyć swoją firmę, pomyślałam, że zwariował. „Wykluczone” – powiedziałam. Nigdy nie opuszczę ukochanego Londynu, tylko pomyśleć, co Królowa na to powie – Panna Moneypenny wyjeżdża do Szwajcarii? Jak się potem okazało, Królowa nic na to nie powiedziała.

Dlatego właśnie skorzystałam z drogiej porady swojego konsultanta i założyłam firmę w Szwajcarii. Teraz, kiedy już tu jestem, muszę przyznać: Szwajcaria to wspaniały kraj. Niezwykle czysty, bardzo solidny, lecz przede wszystkim – bezpieczny! Zabawna ciekawostka: czy wiecie, że w Szwajcarii można pić wodę z każdej fontanny? Nie, nie przesłyszeliście się: szwajcarskie fontanny dostarczają wodę pitną. Krystalicznie czystą wodę do picia. Szwajcaria jest do tego stopnia czysta i bezpieczna. Ludzie są tutaj trochę nieprzystępni, to prawda. Chyba jeszcze bardziej niż Brytyjczycy. Lecz może tak musi być – w obliczu tych wszystkich tajemnic finansowych i innych sekretów – czy ktoś z was zna tajemny przepis na ich czekoladę? No właśnie, nikt?

Szwajcarzy uwielbiają tajemnice. Tajemnice na najwyższym poziomie. W poprzedniej pracy przyzwyczaiłam się nieco do tajnych akcji – ale cii… to tajemnica najwyższej wagi. O swoich przygodach mogłabym opowiedzieć, ale tylko w cztery oczy, gdybyśmy mieli zapewnioną prywatność.

Lecz w dzisiejszych czasach nie ma prywatności.

Kichniesz, a w sekundę później czytasz na Twitterze: Panna Moneypenny kichnęła! W Szwajcarii! A do tego pewnie jeszcze zdjęcie, które ktoś ściągnął z mojego konta. Lecz coś takiego tutaj nie nastąpi, zapewnił mnie mój informatyk. „Nasze systemy spełniają najwyższe standardy bezpieczeństwa” – powiedział. Są tak zakodowane, że mój poprzedni pracodawca pozieleniałby z zazdrości.
Może się to wydać lekką przesadą, ale tak nie jest: bezpieczeństwo to rzecz absolutnie niezbędna – tak wiele ponurych historii słychać wokół. O kradzieżach tożsamości czy o zhakowanym portalu randkowym. Tylko pomyśleć: małżeństwo zostaje zrujnowane, ponieważ ktoś nie zatroszczył się o bezpieczeństwo w Internecie. No tak – w tym małżeństwie i tak się pewnie dobrze nie działo, lecz mimo to… Przepraszam, znowu popadam w dygresje. Wróćmy do tematu.

Bezpieczeństwo w chmurze

Tak właśnie to się dzisiaj nazywa: jeśli nie wiesz, w którym zakątku Internetu się znajdujesz, jest to chmura. Można by mieć wątpliwości co do bezpieczeństwa takiego miejsca, to przecież nieokreślona przezroczysta materia gdzieś pod niebem. Lecz zapewnienie bezpieczeństwa w chmurze to dla nas sprawa najważniejsza – dyskrecja i zaufanie to podstawa mojej pracy. Dlatego właśnie pracuję z Szwajcarii, najbezpieczniejszym państwie na świecie.
Być może to prawda, że Szwajcarzy nie mają wiele poczucia humoru, lecz czy warto przejmować się takim drobiazgiem, mając pewność, że nie musimy się niczego obawiać? No właśnie.

Osobom samo-zatrudniającym się może szczególnie zależeć na bezpieczeństwie. Tak właśnie jest ze mną. Tak, dobrze usłyszeliście: Panna Moneypenny zatrudnia się teraz sama. Zrezygnowałam z poprzedniej pracy, by założyć własny interes, gdzie sama jestem szefem dla siebie. Miałam dość wykonywania pracy dla innych, dzień po dniu, do znudzenia. Dosyć siedzenia w biurze od 9 do 17 (czasem dłużej), wracania do domu pociągiem w towarzystwie podobnych mi osób, a potem padania na łóżko, gdyż nie miałam już siły na nic więcej. „Stać się na więcej, Moneypenny” – powiedziałam sobie. – „Czas właściwie spożytkować swój potencjał i zdobyte doświadczenie.” Dlatego właśnie założyłam swój start-up. I muszę się wam przyznać: jestem z siebie dumna. Mój szef oczywiście nie był z tego zadowolony. Lecz czasem należy po prostu postawić na swoim i zrobić to, co wydaje się słuszne. Tak jak wy to zrobiliście.

Rób to, co potrafisz robić najlepiej.

Bez względu na to, czym się zajmujesz: pisaniem, rysowaniem, projektami czy programowaniem, najczęściej nie życzysz sobie, aby rachunki i ewidencja były częścią twojej pracy. Nie wiem dlaczego, gdyż ja je po prostu uwielbiam. Może to dlatego, że nie uważam się za osobę kreatyną. Wszyscy się od siebie różnimy, dlatego potrzebujemy się nawzajem.
Robię to, w czym jestem najlepsza. Z przyjemnością wykonuję wszelkie nużące zadania, których ty nie lubisz, lecz bez których nie można prowadzić udanej firmy. Jestem tutaj, abyś ty mógł się skoncentrować na swojej głównej działalności.
Wykonuję fakturowanie i sporządzam wszelkie raporty finansowe. Zarządzam twoimi projektami i budżetem. Zarządzam twoją firmą na wszystkich poziomach – od śledzenia czasu, jaki spędzasz na poszczególnych projektach po automatyczne sporządzanie i wysyłanie faktur, a także ewidencjonowanie rachunków i paragonów. Ponieważ to właśnie jest główną działalnością mojej firmy.

Robię to, co tobie zabierałoby cenny czas i energię – wykonuję to sprawnie i szybko. Tak sprawnie i szybko, jak ty pracujesz dla swoich klientów. I (w przeciwieństwie do nich) naprawdę łatwo można się ze mną porozumieć: zawsze i wszędzie jestem do twojej dyspozycji. I przysięgam, że ze mną twoje tajemnice są bezpieczne – szwajcarskie słowo honoru.

Chcę ci zapewnić bezpieczeństwo

Bezpieczeństwo w pełnym niepewności życiu właściciela firmy. Ponieważ kiedy nie masz pełnej kontroli nad swoimi finansami, szybko czujesz się zagubiony. Zaufaj mi: wiem coś o tym. Dlatego tutaj jestem. Wiem również, że osoby samo-zatrudniające się często pracują zbyt dużo, aby zarobić swoje pieniądze, wszystko zabiera im znacznie więcej czasu, niż sobie zaplanowali. Szczególnie w dzisiejszych czasach Internetu: dziesięć minut spędzone na wysyłaniu e-maili, pół godziny na konferencję przez Skype, opublikowanie kilku postów na Twitterze, a nawet blogowanie, jak to ma miejsce w moim przypadku. Wszystko to jest dostępne za darmo – lecz zabiera czas. A czas to pieniądz, szczególnie dla nas, osób z własną firmą.

Dlatego właśnie mogę rejestrować dla ciebie czas, jaki poświęcasz każdemu ze swoich klientów. Nawet jeśli jest to tylko dziesięć minut każdorazowo. Ponieważ jak mądrze mówią Szwajcarzy: troszcz się o centymy, a franki same zatroszczą się o siebie. Jeśli policzyć każde dziesięć minut spędzone na dodatkowych zajęciach, nazbiera się z nich spory kawałek czasu, za który powinieneś otrzymać wynagrodzenie. Moim zadaniem jest dopilnowanie tego. Ponieważ mówiąc ściśle, to ty jesteś teraz moim szefem. A ja jestem bardzo lojalną pracowniczką. Choć moje referencje są ściśle tajne, mogę cię zapewnić, że są one bardziej niż doskonałe.

Lecz teraz muszę was przeprosić, wzywa mnie moja firma i jej główna działalność. Mam nadzieję, że podoba wam się mój blog – teraz już wiem, gdzie się on znajduje: na szwajcarskiej chmurze.

Więc na razie mówię Grüezi i do widzenia! Mam nadzieję, że wkrótce spotkamy się ponownie gdzieś w Internecie.


Również interesujące: